wtorek, 4 czerwca 2013

Przerwa obiadowa na obiad

Odwieczna socjalistyczna zasada mówi, że w sklepie sprzedawca jest ważniejszy od klienta. Znacie to? Ja znam z PRL-u. Jest z tamtych czasów taka anegdota, która opowiada, że w Związku Sowieckim w restauracjach, w porze obiadowej obowiązywała przerwa "obiadowa". Bo przecież personel też musiał kiedyś zjeść. Więc na czas przerwy restaurację się zamykało i kelnerzy oraz kucharze razem z pomywaczami spokojnie spożywali należny posiłek regeneracyjny. Dobrze się wtedy żyło, zwłaszcza jak człowiek chciał zjeść obiad w restauracji.
Wspomniana na początku socjalistyczna zasada stoi za poselskim projektem ustawy zakazującej niedzielnej pracy w handlu. Sporo się o nim ostatnio mówiło. Według jego autorów niedzielna praca w handlu nie tylko męczy, ale szkodzi życiu osobistemu pracowników i wychowaniu dzieci. A zakaz  takiej pracy stworzy nową jakość życia dla rodzin. Tu zacytuję (ze skrótami):
„rodzin zapędzonych w szaleńczą chęć kupowania niekoniecznie z potrzeby, a pod wpływem reklamy i bez szacunku dla pracujących w niedzielę i swoich najbliższych”
Pod omawianą ustawę podpada i ulica Świętojańska w Gdyni. 


W końcu to ulica handlowa i na niedzielę się nie zamyka. A według twórców projektu, po wprowadzeniu ustawy ożywić się mają centra miast, skwery i parki, bo ludzie przyjdą tam zamiast do zamkniętych centrów handlowych. Pierwszy wniosek: przyjdą ludzie na Świętojańską z tymi pieniędzmi, co ich nie wydali w centrach handlowych i ruszą do sklepów, lokali gastronomicznych, kiosków itp. Bo zakaz pracy dotyczyłby dużych sklepów, pracować mogłyby za to małe, gdzie za ladą stałby właściciel. I tu drugi wniosek: autorzy pomysłu tylko pozornie chcą dokuczyć jedynie dużym kapitalistom.
Starając się prześledzić tok myślenia twórców projektu ustawy, dochodzę do wniosku, że na zakazie pracy w niedzielę ucierpią nie tylko wielkie sieci handlowe. Mali prywaciarze pozbawieni zakazu pracy też dostaną za swoje. Posłowie to tak wykombinowali, że ci wszyscy cwaniacy, co to kręcą lody na turystach i handlarze-spekulanci ze spożywczaków, warzywniaków i straganów z pamiątkami będą pocić się za ladą, udręczeni pracą. Według tej logiki ich życie osobiste będzie zrujnowane, a niewychowane dzieci zejdą na złą drogę. Ale kto by tam prywaciarza żałował.
Tymczasem wyluzowana, z powodu wolnej niedzieli, kasjerka z hipermarketu usiądzie sobie z rodziną wygodnie przy kawiarnianym stoliku. Kelnerka, skazana na pracę w ten dzień, przyniesie jej kawę przygotowaną przez zagonionego do harówy barmana. Do kawiarni podwiezie ją autobus prowadzony przez udręczonego kierowcę, pozbawionego niedzielnego kontaktu z rodziną. Kierowca na tę pańszczyznę przybędzie zapewne pociągiem, który obsługiwać będą kolejarze zmaltretowani brakiem świątecznego odpoczynku. Jednak nie martwmy się, już na pewno tęgie głowy myślą nad tym, co by tu zamknąć w niedzielę. Żeby było jeszcze lepiej.
Czyli na Świętojańskiej na początek w niedzielę zamknie się Biedronkę.
Przeciwnicy zakazu niedzielnej pracy twierdzą, że gdyby go wprowadzić, to wzrośnie bezrobocie. To krótkowzroczne spojrzenie. Tu trzeba dalekosiężnych strategii. Jak wiemy w socjalizmie bezrobocia nie było, pojawiło się dopiero w kapitalizmie. Należy więc przywrócić socjalizm. Aby to osiągnąć trzeba najpierw pozbyć się kapitalizmu, czyli zlikwidować wolny rynek i grasujące na nim kapitalistyczne przedsiębiorstwa. Im więcej urzędowych ograniczeń się wprowadzi, tym będzie im trudniej, aż w końcu pójdą sobie precz na zachód albo padną. Drobnych prywaciarzy wydusi się domiarem, a handlem zajmie się państwo (no bo ktoś musi). I będzie jak w socjalizmie, czyli bezrobocia też nie będzie. Szybko to nie nastąpi, ale bądźmy wytrwali, krok po kroczku… 
Aż w sklepie będzie najważniejsza ekspedientka.
Zresztą co się posłom dziwić. Każdy z nich pewnie myśli, że skoro ludzie są tak nierozumni, że ich wybrali, to trzeba za nich decydować, kiedy mają robić zakupy, kiedy pracować, kiedy zająć się rodziną. Bo przecież sami sobie z tym nie poradzą.
Długo szukałem stosownej ilustracji. W końcu pożyczyłem z bloga Jana Słupskiego. Ouvert sans interruption można przetłumaczyć jako "Czynne bez przerwy". Oznacza to mniej więcej tyle, że sklep jest otwarty od godziny otwarcia do godziny zamknięcia bez przerwy obiadowej.  

2 komentarze:

Jakub Peter pisze...

Nic dodać nic ująć panie Bogusławie.

Bogusław_Pinkiewicz pisze...

ach dziękuję