Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 listopada 2015

Trójkolorowy Infobox

Fot. UM Gdynia
Podświetlony w kolorach flagi Francji gdyński InfoBox przy ul. Świętojańskiej jest znakiem solidarności naszego miasta z rodzinami ofiar zamachów w Paryżu oraz jego mieszkańcami. Podświetlenie zostanie utrzymane do do najbliższej niedzieli włącznie.
W niedzielę 22 listopada o godzinie 13.00 w Kościele Najświętszej Maryi Panny przy ul. Świętojańskiej odprawiona zostanie Msza Święta w intencji ofiar zamachów w Paryżu. Po nabożeństwie ulicą Świętojańską do al.Piłsudskiego przejdzie marsz solidarności.

środa, 27 maja 2015

Kampania

Wybory przeminęły, wygrał, kto wygrał. Na ulicy Świętojańskiej w Gdyni w zasadzie jakby wyborów nie było. Żadnych bilboardów, żadnych ulotek. Tylko jeden z kandydatów miał skromną, ale dość charakterystyczną reklamę. Można by ją określić jako propagandę okienną. Dwa przykłady prezentuję na poniższych zdjęciach.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Czułe pożegnanie, chłodne powitanie

Najpierw restauracja La Luna Rossa, ta obok Empiku przy ul. Świętojańskiej czule pożegnała się z dotychczasowymi klientami. Takie pożegnanie to miła lokalna tradycja, jakiś czas temu podobnie żegnał się sklep jubilerski i kawiarnia. 
restauracja ukraińska, gdynia, świętojańska


Wkrótce po tym na lokalu pojawił się nowy szyld obiecujący doznania kulinarne zza południowo - wschodniej granicy.
Ale nie dla każdego. Niektórzy klienci są witani raczej ozięble. I nie chodzi mi tu o właścicieli psów, bo tych prawie nigdzie nie wpuszczają. 

Putin, Rosja, Ukraina, Gdynia, restauracja, Świętojańska
Putin non grata

poniedziałek, 24 lutego 2014

Niebiesko-żółci

niebieski, żółty, flagi, ukraina, Gdynia, ŚwiętojańskaTo nie są odwrócone barwy miejscowego klubu piłkarskiego. Wywieszając niebiesko-żółte flagi Gdynia solidaryzuje się z Ukrainą, walczącą z własną władzą o miejsce w Europie. Wydarzenia za wschodnio-południową granicą nasuwają mi wiele skojarzeń z najnowszej historii. 
Pierwsze, rodzi pytanie: Czy Wiktor Janukowicz może podzielić los Nicolae Ceaușescu?
Drugie, to że, biorąc nawet pod uwagę brutalność wydarzeń, widać, że tłumienie Majdanu było skażone typową komunistyczną niemocą, rozłaziło się w szwach. Obserwowaliśmy snajperów, krew, ogień i śmierć, a jednocześnie od tygodni były to pozycyjne przepychanki między doborowymi, uzbrojonymi po zęby milicjantami, a amatorami w hełmach z demobilu. Mając w pamięci doświadczenia ulicznych (miejskich) masakr w Polsce i na świecie, widać tam było, że właściwie władza nie chciała pokonać Majdanu. Albo mając nawet taką wolę, nie była już w stanie wcielić jej w czyn. Szczęściem powstańców, nie została przyparta do muru, pamiętając, że nawet najłagodniejsze zwierzę osaczone i zdesperowane walczy do upadłego.


wtorek, 4 czerwca 2013

Przerwa obiadowa na obiad

Odwieczna socjalistyczna zasada mówi, że w sklepie sprzedawca jest ważniejszy od klienta. Znacie to? Ja znam z PRL-u. Jest z tamtych czasów taka anegdota, która opowiada, że w Związku Sowieckim w restauracjach, w porze obiadowej obowiązywała przerwa "obiadowa". Bo przecież personel też musiał kiedyś zjeść. Więc na czas przerwy restaurację się zamykało i kelnerzy oraz kucharze razem z pomywaczami spokojnie spożywali należny posiłek regeneracyjny. Dobrze się wtedy żyło, zwłaszcza jak człowiek chciał zjeść obiad w restauracji.
Wspomniana na początku socjalistyczna zasada stoi za poselskim projektem ustawy zakazującej niedzielnej pracy w handlu. Sporo się o nim ostatnio mówiło. Według jego autorów niedzielna praca w handlu nie tylko męczy, ale szkodzi życiu osobistemu pracowników i wychowaniu dzieci. A zakaz  takiej pracy stworzy nową jakość życia dla rodzin. Tu zacytuję (ze skrótami):
„rodzin zapędzonych w szaleńczą chęć kupowania niekoniecznie z potrzeby, a pod wpływem reklamy i bez szacunku dla pracujących w niedzielę i swoich najbliższych”
Pod omawianą ustawę podpada i ulica Świętojańska w Gdyni. 

czwartek, 5 kwietnia 2012

Psychopatologia pocztowego okienka

Niezwykłą przygodę kulturalno-polityczno-medialną przeżyłem na poczcie przy ul. Świętojańskiej w Gdyni.
Przywykłem już do tego, że na Poczcie Polskiej handluje się mydłem i powidłem. Stojąc w kolejce do okienka obojętnym wzrokiem błądziłem po półkach praktycznie nie rejestrując tego co tam wystawiono.Ale w pewnym momencie  moje błędne oko zamarło.
Przeczytałem treści tak nie pasujące do otoczenia, że musiałem przyjrzeć się bliżej. Otóż wysoko wyeksponowane, powyżej innych oferowanych tygodników i miesięczników wisiało pisemko pt. Super Detektyw - kulisy spiskowych wydarzeń. W nim widniały tytuły: "Kongresman ujawnia żydowską supremację", "Psychopatologia judaizmu", "Judaizm to projekt polityczny" i tym podobne kuriozalne nagłówki. 
Pismo było tak dobrze wyeksponowane, że wziąłem je w pierwszym odruchu za jakiś plakat reklamowy.
Co prawda Poczta to już nie jest urząd państwowy, ale wisi tam godło, firma jest spółką akcyjną z udziałem Skarbu Państwa (Polskiego), więc na swój sposób jakoś powagę tego państwa reprezentuje. Po chwili pomyślałem, że takie gazetki, chociaż rzadkie, to jednak może są legalne. W końcu nie widzę w cytowanych nagłówkach wprost szerzenia nienawiści, która jest zakazana, w tym sensie, że nie pisało wprost, żeby kogoś obić albo zamordować. Do środka nie zaglądałem, z powodu swoistego obrzydzenia.
To wolny kraj, każdy może pisać co chce i wydawać to za swoje pieniądze. Ale... nie było na poczcie innych pisemek ujawniających psychopatologię jakiejś innej religii. A jeśli były, to nie były tak wyeksponowane i ich nie zauważyłem. Może w naszym państwie każdy może pisać co chce, ale państwowa firma chyba nie musi handlować towarem tak ewidentnie rasistowskim i tak się tym chwalić. Nie słyszałem, żeby udział w propagowaniu czyichś poglądów, i to jeszcze tak marnej proweniencji, było zadaniem Poczty Polskiej SA. Wypadałoby choćby zachować umiar aby nie razić podatników o bardziej umiarkowanych poglądach.
No i co? Teraz wychodzi na to, że nawołuję do dyskryminacji człowieka, który wydał tę gazetkę.Chciałby! I tak mu dosyć zrobiłem reklamy.
Poniżej zdjęcie zrobione na poczcie przy ul. Świętojańskiej w Gdyni.

środa, 19 października 2011

Tęczowe barwy kampanii

Opadł pył bitewny kampanii wyborczej. Dzisiaj był ostatni termin zgłaszania zastrzeżeń do wyników wyborów. Więc i ja skorzystam z okazji.
Ulica Świętojańska w Gdyni, tradycyjnie już, samej kampanii praktycznie nie zaznała. Na słupach nie pojawiła się ani jedna tektura z podobizną kandydata.Gdzieniegdzie tylko witryna sklepowa ozdobiona była jakimś plakacikiem, ale skromnie. Nawet billboardu porządnego nie wywiesili. Za to w przecznicach i okolicznych uliczkach pełen luz. Za każdym rogiem straszył prosektoryjny uśmiech posłanki Arciszewskiej Mielewczyk (dowalili chłopaki photoshopa bez umiaru) albo przenikliwe spojrzenie obywatela Kozaka. Do dzisiaj to sprzątają.
Niestety, jak uczy mistrz, demokracja ma tę wadę, że każdy głupek ma takie samo prawo wyborcze jak profesor uniwersytetu, a głos menela spod monopolowego jest tyle samo wart co głos porządnego obywatela (byle obaj mieli dowody osobiste). No i efekty takie są jakie są. Trafiają się w wynikach różne kurioza. 
Oto w gdyńskim okręgu został wybrany na posła Leszek Miller, arcykomuch, co tak lubi być wybierany, że nawet w niesławnej Samoobronie kandydował (paradoksalnie gdyby mu się udało zostałby sojusznikiem PiS). Kto na niego teraz głosował? I to w Gdyni, która umiłowanie swobody gospodarczej i otwarcia na świat ma zapisane w genach. Potomkowie chłopców z Chyloni, chłopców z Grabówka? Niepojęte.
Drugim ekstremum jest pan Biedroń, którego przedziwne gusta zaprowadziły do psiej budy (przykuł się do niej swego czasu). Jest to specjalista od bycia dyskryminowanym, o spojrzeniu miękkim jak narkotyki, które chce zalegalizować.
A jak już do tego dojdzie, to strach pomyśleć kogo jeszcze, po tych narkotykach, ludzie mogą wybrać.
Aleja Zwycięstwa podczas kampanii wyborczej różniła się od ul. Świętojańskiej.
Zdjęcie pożyczyłem sobie z portalu Trojmiasto.pl

niedziela, 31 lipca 2011

Akcja Lotos

Plakat nawołujący do zbierania podpisów pod projektem Polski Lotos. Gdynia, ul. Świętojańska.
Od czasu do czasu mamy na ulicy Świętojańskiej w Gdyni akcję. Czy tym razem to była jakaś zorganizowana akcja? No, to była taka akcja, że daje się podpis.
Akcje mieliśmy tu już różne. I za, i przeciw. 
Z takich plakatowanych, to pamiętam jedną, co to była takim bliżej nie sprecyzowanym protestem przeciw budowaniu w Gdyni. Tym razem wiadomo było o co chodzi. Do piątku zbierali tu podpisy popierające projekt ustawy, która nie pozwoli sprzedać Grupy Lotos w tzw. obce ręce.
Grupa Lotos, to dla przypomnienia koncern naftowy, usytuowany w Gdańsku, zajmujący się wydobyciem, przetwarzaniem ropy naftowej i sprzedawaniem jej przetworów oraz kilkoma dziedzinami pokrewnymi. Grupa wyrosła z dawnej Rafinerii Gdańskiej.
Zwolennicy wspomnianego pomysłu legislacyjnego uważają ten koncern za kwiat polskiej gospodarki i gwarancję bezpieczeństwa energetycznego. A sprzedanie jej w ręce, cytuję: 
"mało przychylnego nam kraju, od którego to i tak już w dużej mierze uzależnieni jesteśmy energetycznie"
pogrąży nas w odmętach gospodarczej katastrofy. I co gorsza sport polski doprowadzi do ostatecznego upadku.
Osobiście do takich akcji odnoszę się z dużą nieufnością. Po pierwsze rezerwę budzą u mnie górnolotne frazesy zwolenników, godne co najmniej obrony narodowych relikwii, a nie zakładu produkcyjnego, choćby nie wiem jak był duży i nowoczesny. Chciałoby się powiedzieć: Panowie, to są tylko interesy. Ale panowie od tej ustawy robią z tego sprawę narodową.
Podejrzewam, że nie o Polskę im tu idzie, choćby nie wiem jak wielką literą ją pisali. Wiadomo, firma jest quasi państwowa, pensje są tam godziwe, a nawet więcej, zatrudnia mnóstwo ludzi (kilka tysięcy), a jak się na państwowym pracuje, to jeszcze wielu pamięta. To takie nasze małe KGHM. A tu nagle przyjdą nowe porządki, Eldorado może się skończyć.
Cała ta gadanina o Skarbie Państwa, co to ma stracić na sprzedaży akcji Lotosu, również wydaje mi się zasłoną dymną. Bo mało kto jest wstanie wykazać konkretne, mierzalne, korzyści obywateli z tego, że ten Skarb ma trochę więcej albo trochę mniej. Wiadomo, że jak coś dzielą, to najlepiej na tym dzieleniu wychodzą dzielący. A gospodarowanie każdym państwowym majątkiem, jest właśnie takim dzieleniem.
Dlatego ja akcji nie poprę. A Wy drodzy Czytelnicy zdecydujcie sami.

środa, 7 lipca 2010

Dowcipna norma

Sytuacja wróciła do normy czyli mamy po kampanii.
Nie żeby ostatnia kampania wyborcza jakoś specjalnie zakłóciła życie na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Kampania to była mizerniutka, jeden billboard, jakieś pojedyncze plakaciki w oknach i wszystko.
Ale mam wrażenie, że ciąg wydarzeń: katastrofa pod Smoleńskiem - powodzie - kampania wyborcza, spowodowały swoiste narodowe osłupienie ze zgrozy. Standardowy Kowalski patrzył na to wszystko zbaraniałym wzrokiem myśląc, co to się jeszcze będzie w tym kraju wyrabiać. Maksimum tego stuporu przypadło na czas pokatastrofalnej i pogrzebowo-wawelskiej histerii.
I trzeba było kilku tygodni żeby ludzie jakoś odtajali, chociaż kampania wyborcza niebezpiecznie to podsycała.
Wybory zresztą pokazały jak silne było to otumanienie.
A teraz to już puściło całkiem, luz.
U Polaków powrót do zbiorowego zdrowia psychicznego poznaje się po dowcipie. Czy to wojna czy komuna, zawsze znajdowali dobry motyw do wiców.
Jak pojawiły się pierwsze żarty o katastrofie z 10 kwietnia, to odetchnąłem, nie jest tak źle. Potem usłyszałem coś o powodzi, a o wyborach to nawet prasa lokalna drukowała.
Starych kawałów powtarzać nie chcę, ale jak tylko usłyszę coś nowego o wybranym prezydencie nie omieszkam zacytować.

środa, 9 czerwca 2010

Obrazki wyborcze

Kampania wyborcza w toku. Ulica Świętojańska w Gdyni nie może być od niej wolna.
Dobrotliwy wujcio wisi na budowie apartamentowca Transatlantyk. Tuż za północnym skrajem ulicy. No i dowiadujemy się co buduje. A ja myślałem, że tu buduje firma AB Inwestor.

Ten zasadniczy pan z zacięta buzią wisi na witrynie sklepu z porcelaną i fajansem. Informuje nas co jest najważniejsze. To na wypadek gdybyśmy pomyśleli, że w sklepie ważniejszy jest utarg, klient, towar albo coś równie mało podniosłego.

czwartek, 6 maja 2010

Nowa wystawa na placu

Na placu przed kościołem NMP przy ul. Świętojańskiej w Gdyni pojawiła się nowa wystawa plenerowa. Poprzednia, z lipca ub. r., poświęcona była organizacji WiN. Ta pokazuje dzieje Solidarności Walczącej. Z pewnością interesujące dla wielu, nawet jeśli nie pasjonują się historią współczesną. Co ciekawsze kilkadziesiąt metrów w górę ulicy, przy pomniku Gdyńskich Harcerzy, zbierano podpisy pod kandydaturą Kornela Morawieckiego, jednego z twórców Solidarności Walczącej, organizacji zasłużonej w walce z komuną.



piątek, 9 kwietnia 2010

Zjazd tarasowy

Przy okazji różnych medialnych wydarzeń, afery z podrobionym "Ratuszem", dyskusji na deptakowością ulicy Świętojańskiej czy innych doniesień prasy docierają do mnie głosy gdyńskiej opozycji. Ostatnio wyróżniły się tu trzy tematy:
  • Zjeżdżalnia na plaży
  • Taras widokowy na wieżowcu Sea Tower
  • Zieleń w mieście lub kupy na chodnikach czyli Świętojańska powinna być deptakiem
To jest to, o co z prezydentem Szczurkiem i jego świtą walczą przeciwnicy. Oczywiście, tak naprawdę walczą o co innego, ale w medialnym przekazie wygląda to właśnie jak powyżej. Swego czasu była jeszcze sprawa wyciętych drzew przy ulicy Bosmańskiej, która już mocno przycichła (może wróci przy wyborach).
O deptaku i "zieleni" już tu było.
Jeśli chodzi o zjeżdżalnię, to widać tu dobrze co ci panowie mają w głowach. Mój pięcioletni syn, też głównie zajmuje się zjeżdżalniami na okolicznych placach zabaw. Szkoda, że się nie spotkali, to by sobie porozmawiali jak koledzy.
Mnie wyjątkowo zaintrygowała sprawa tarasu na wieżowcu Sea Tower.
Wiadomo, że wszelkiej maści politycy, i ci europejscy, i ci gminni, mierzą wysoko. Dlatego nasi, gdyńscy, celują w najwyższy taras w mieście. Chcą go udostępnić gawiedzi aby ta, napatrzywszy się z wysoka na nasze polskie morze, z wdzięczności oddała na nich swe cenne głosy.
Co ciekawsze powstały na ten temat specjalne zapisy w dokumentach zezwalających na budowę najwyższego budynku w mieście i nawet oficjalna władza gdyńska zapewniała, że zadba o to żeby gdynianie mogli sobie wchodzić tam i podziwiać.
Po szczegóły odsyłam do Gazety Świętojańskiej, gdzie jest to dość konkretnie pokazane.
Ale wchodzić jak? - myślę sobie, po schodach? Tyle pięter? To może windą. No dobrze, ale wyobrażacie sobie jak będzie ta winda wyglądać gdy każdy gdynianin i przyjezdny będzie chciał sobie pojeździć? Ja nie wiem czy w ogóle takie pancerne windy produkują, co by to wytrzymały. Więc potrzebna będzie ochrona, windziarz i jeszcze ktoś do sprzątania. Jakby puścić towarzystwo po schodach to też bez sprzątania się nie obejdzie.
No, żeby to było rentowne przedsięwzięcie, to bilety będą musiały kosztować niezłą kasę. A jeśli nie, to trzeba dopłacić.
Kto to dopłaci? Ja i inni podatnicy? Wypraszam sobie, ile razy ja tam wjadę, raz? może dwa? A płacić będę wiecznie. Lokatorzy wieżowca? A z jakiej paki, oni mają własne tarasy.
Kto w ogóle wymyślił w prywatnym, mieszkalnym, budynku publiczny taras? Kto nas wrobił w ten idiotyzm?
Niech ten płaci, ze swoich.

środa, 18 listopada 2009

Młode koty

Ledwo wyjedzie człowiek na weekend, a już zaczyna się dziać.
Ulica Świętojańska w Gdyni w ubiegły piątek była widownią demonstracji. To z racji sąsiedztwa Urzędu Miasta. Oto, co o tym napisała prasa (gazeta Wyborcza):
Działacze lewicowi demonstrowali przed urzędem miasta Gdyni swoją solidarność... ze stoczniowymi kotami. W demonstracji wzięło udział ponad 20 osób - działaczy trójmiejskiego okręgu Młodych Socjalistów i Polskiej Partii Socjalistycznej. Wiec odbył się pod hasłem "kot nie pójdzie po zasiłek". Uczestnicy pikiety przekazali prezydentowi miasta petycję, w której domagają się m.in. zapewnienia stoczniowym kotom żywności, opieki weterynaryjnej i kocich domków. W zamkniętej od czerwca Stoczni Gdynia żyje - wg różnych źródeł - od kilkudziesięciu do kilkuset kotów. Kiedyś były dokarmiane przez pracowników, bo pomagały wytępić na terenie zakładu gryzonie. Przedstawiciele miasta i stoczni zgodnie twierdzą, że zwierzęta mają opiekę i wyżywienie.
Z jednej strony potrafię docenić dobry żart. Pomysłowe to nawet, żeby pokazać, że główny pożytek jaki był ze stoczni, to opieka nad kotami. No a na dwa Ciapkowa to w takim małym mieście nie ma miejsca, jedno musiało zbankrutować.
Oczywiście żaden socjalista, nie przygotował domków dla biednych kotków. Nie zebrał dla nich żywności i nie zapewnił opieki.
Socjalista złożył P E T Y C J Ę.
Jak znam socjalizm i socjalistów, to będzie im jeszcze mało.
Oczami wyobraźni widzę jak dla zapewnienia sprawiedliwości społecznej wśród zwierząt wszystkie koty, psy i chomiki w kraju obłożone zostaną obowiązkowym ubezpieczeniem zdrowotnym i emerytalnym. Z tego funduszu specjalne biuro, z oddziałami wojewódzkimi i centralą w stolicy, wypłacać będzie zasiłki, zapomogi i renty dla kotów, za które będzie kupowana kocia żywność, domki, kubraczki itp., każdemu według potrzeb. Tę żywność będą dostarczać koncesjonowane firmy, koncesje w przetargu rozda centrala (zgodnie z unijnymi dyrektywami). Ktoś jeszcze będzie musiał dostać z centrali koncesję na dystrybucję tej żywności do samych kotów (wiadomo ISO 9001, HACP itd.), zapewnić atestowane miseczki itp.
No a gdzie w tym wszystkim będą socjaliści? Wiadomo! W centrali.
Nie jest to zresztą pierwszy protest tych młodzianków, co zapewne nie pamiętają kartek na mięso, kiedyś urządzili sobie pochód pierwszomajowy.

środa, 4 czerwca 2008

Jest akcja

Oto dzisiaj po południu znalazłem na murach jednej z kamienic przy ul. Świętojańskiej w Gdyni plakaty informujące o akcji protestacyjnej. Akcja będzie (jest?) pod hasłem "Nie dajmy się zamurować".
Właściwie nie wiadomo na czym ta akcja ma polegać. Jakaś manifestacja będzie, czy co? Plakat odsyła do witryny Stowarzyszenia Gdynia SOS. Tam jednak daremnie doszukiwać się opisu akcji. Z plakatu wynika, że protestują mieszkańcy konkretnych kamienic (z numerami) z ulic Świętojańskiej i Bema.
Jak się zorientowałem na tej stronie to wspomnianemu stowarzyszeniu z grubsza chodzi o to, żeby niczego w Gdyni nie budować. A jak już budować to najlepiej gdzieś poza rogatkami miasta i to broń Boże nie tam, gdzie jest roślinność. Więc pozostaje morze albo jakaś ziemia rolna, ale zaraz po podorywce, zanim coś wykiełkuje. Bo miasto, zdaniem członków tego stowarzyszenia, to nie jest po to, żeby tam nowe domy rosły tylko drzewa.
Autor strony w demaskatorskim zapale, w słowach się nie pieszcząc, czyni różne przytyki lokalnym dziennikarzom i samorządowcom. Generalnie według niego wszyscy oni mają za nic interes mieszkańców, którzy przecież ścierpieć nie mogą tego, że im się pod bokiem jacyś nowi ludzie do nowych domów wprowadzą.
Tak poważniej to prawdopodobnie chodzi o to, że na zapleczu kamienicy Świętojańska 79 i okolicznych mają coś budować. Teraz jest tam jakiś zaśmiecony nieużytek.

niedziela, 4 maja 2008

Pochodowe wspomnienia

Za tzw. komuny ulica Świętojańska w Gdyni służyła do przemarszów pochodów pierwszomajowych. Trybuna stała przy Skwerze Kościuszki. Maszerujących gromadzono w okolicach al. Piłsudskiego (wtedy Czołgistów) i przepędzano w dół ku placowi Kaszubskiemu. Dla urozmaicenia w latach osiemdziesiątych pochód alternatywny szedł z dołu do góry w stronę krzyża stojącego w miejscu obecnego pomnika ofiar Grudnia 70, naprzeciw urzędu miasta. A tam już od strony Witomina zbierało się ZOMO ze sprzętem.
Jako uczeń podstawówki i liceum brałem udział w kilku pochodach. W starszych klasach sztuka polegała na tym aby wpisać się na listę obecności i nie dać sobie wcisnąć szturmówki albo nie daj Boże transparentu, a potem urwać się gdzieś między miejscem zgrupowania a początkiem trasy pochodu. Jak człowiekowi wcisnęli szturmówkę, to klapa, trzeba było iść do końca, bo na końcu zbierali i rozliczali.

Im człowiek był starszy tym bardziej koncentrował się na praktycznych aspektach tego Święta Ludzi Pracy. W okolicy pochodu rzucali do sklepów albo sprzedawali bezpośrednio z samochodów parówki wieprzowe bez kartek, więc trzeba było od rana zaczaić się na ten rarytas zanim na towar rzuci się pochodowy tłum. Wobec takiej obfitości zaopatrzenia nawet szkolna lista obecności nie była ważna. A jak się w domu cieszyli ze zdobyczy.

W obecnych czasach zdawałoby się, że ulica Świętojańska zapomniała o pochodach. Tymczasem trafił nam się taki pochodowy wypierdek. Ot kilku młodzianków, nie pamiętających komuny, wybrało się 1 maja na spacer środkiem jezdni. Wzięli flagi i transparenty, których złowieszczego znaczenia nie są sobie nawet w stanie wyobrazić. Przygrywali przy tym na bębnach tak skocznie jakby to była powtórka parady z okazji święta ulicy.
Zrobiłem im kilka fotografii, jako ciekawostce przyrodniczej.
"Prosimy nie powtarzać".

niedziela, 27 kwietnia 2008

Pani Senator broni


Przy ulicy Świętojańskiej w Gdyni obok restauracji Polonia jest biuro pani senator Arciszewskiej. Niedawno interesujące zdarzenie związane z naszą germanożerną parlamentarzystką odnotowała prasa.
Cytuję za Gazetą Wyborczą:
"Obroń nas przed mężem tak jak przed Niemcami". Apelują do senator Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk lokatorzy domów należących do firmy jej męża. Właśnie trzykrotnie podniesiono im czynsz.
W dwóch budynkach przy ul. Grunwaldzkiej 535 w Gdańsku mieszka dziewięć rodzin. Właścicielem nieruchomości jest przedsiębiorstwo o nazwie Easy. Jego właścicielem jest Krzysztof Mielewczyk, mąż senator PiS Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk. Należą do niego też firmy Polskie Pierze i Puch oraz Pomorski Dom, które budują w Gdyni apartamentowce.
I nie byłoby w tym nic wielkiego gdyby pani senator nie zaangażowała się w obronę lokatorów pewnej kamienicy w Gdańsku, którą sąd przywrócił spadkobiercom dawnego właściciela Niemca.
Wychodzi na to, że jeśli kamienicznik gnębi lokatorów po niemiecku to źle, a po polsku to ją w ogóle nie obchodzi.
Co na to sama pani Arciszewska indagowana przez Gazetę:
- Sprawa ludzi z ul. Polanki ma wymiar moralny, etyczny i społeczny - mówiła po rozprawie senator. - Ci ludzie mogą stracić dorobek całego życia, a my i tak będziemy musieli zapewnić im mieszkania. Zapłacimy za to z naszych podatków. Państwo powinno aktywnie włączyć się w ich obronę.
Zapytaliśmy senator, czy nie zaangażowałaby się również w obronę rodzin z ul. Grunwaldzkiej.
- Firma pani męża podwyższyła im czynsz prawie trzykrotnie.
- Nie wiem, o czym pan mówi?! To majątek mojego męża. Ja mam z nim rozdzielność. Proszę z nim rozmawiać. W ogóle nie wiem, w jakim kontekście pada to pytanie.
- W takim, że jest pani senatorem i że jest pani znana z obrony ludzi, którym grozi wykwaterowanie bądź wyprowadzka ze względu na drastyczne podwyżki czynszów.
- Nieprawda. Ja bronię ludzi w kontekście odbierania im dorobku całego życia. Niech pan rozmawia z moim mężem!
Rozdzielność ma, sami Państwo widzicie. Niestety jak się pozuje na obrońcę uciśnionych Polaków, to rozdzielność nie wystarczy. No chyba, że uciśnieni polscy wyborcy wezmą rozdzielność z panią senator.
Pełna wersja cytowanego tekstu.

wtorek, 23 października 2007

Ostatni skauci

Tekst dotyczy jeszcze sytuacji z okolic kampanii wyborczej (zamknąłem go 22 października), która wczoraj się definitywnie skończyła, przynajmniej do następnych wyborów.
Przy stoliku z materiałami propagandowymi PiS siedział sobie człowiek, czytał książkę, a przy okazji zbierał podpisy przeciw zabudowie skwerku i przeniesieniu pomnika Gdyńskich Harcerzy.
Później widziałem tam jego bardziej zaangażowanego kolegę, który głośno namawiał: " A zechce pan podpisać, żeby nam tego pomnika nie zabierali stąd." Pomnik nota bene stał "za plecami stolika".
Cała historia bierze się stąd, że właściciel terenu (prywatny właściciel) chce na tym pięknym placu postawić coś dochodowego. Ale paru klientów chce na tym zbić kapitalik polityczny, na wzór awantury wokół pomnika jednego z dowódców Gryfa Pomorskiego. Przypomnę tam pomnik zawalał drogę prywatnemu właścicielowi posesji i nikt się nim nie interesował. I dopiero jak ów postanowił go przenieść zjawili się bojowo nastawieni "obrońcy" i zaczęły się zadymy.
No i tu jest podobnie, człowiek nie może korzystać ze swojej własności, bo kilku ćwików przyzwyczaiło się tam do pomnika.
Ja osobiście jestem przekonany, że harcerzom, i tym, którym obelisk ten jest poświęcony, i współczesnym, nic nie zaszkodzi, że będzie monument, nie za piękny zresztą, stał nieco dalej. Może nawet na uboczu.
Innym argumentem jest to, że zabudowa tego skwerku zepsuje widok na Kamienną Górę. nie wiem co pięknego w tych chaszczach i ciekawe, że na całej długości Świętojańskiej zasłonięcie widoku nie przeszkadza a tam przeszkadza.
Po prostu jest okazja do zadymy, to się ją robi. Tylko co im harcerze zawinili?

poniedziałek, 1 października 2007

Polonia w kampanii

Czekałem, czekałem i się doczekałem. Kampania. Na pierwszy ogień pojawili się agitatorzy od poseł Szczypińskiej, dawali ulotki, nie wziąłem(brrrr). Materiały PiS-u leżały porozrzucane w różnych miejscach ulicy Świętojańskiej w Gdyni. Np. na stolikach w przy knajpianych ogródkach. Nie brałem, bo ktoś by przyuważył i tłumacz się potem człowieku. Popierał, nie popierał, ale widziano go z materiałami w rękach.
Drugi akcent kampanijny to tzw. koziołek z plakatami i stolik z firmowym parasolem pod biurem posła Aziewicza. Ten parasol postawili pod arkadami, pewnie żeby się w deszczu nie zamoczył. Ci z PO też są zabawni, bo chwalą się że załatwili gdynianom wolne wejście na taras w budowanych Sea Towers. To rzeczywiście sukces, z nóg zwala.
Tylko czekać, aż się senator Arciszewska uaktywni się pod swoim biurem i zacznie w okolicach restauracji Polonia sypać antyniemiecki szaniec. A potem odjedzie własnym mercedesem.

czwartek, 20 września 2007

cisza przed kampanią

Jeśli idzie o wybory, to na naszej ulicy Świetojańskiej w Gdyni jeszcze spokój. Wcześniej chłopaki z PO rozdawali ulotki, ale to była nasza gdyńska sprawa, a raczej jej brak. Czekamy na pierwsze oznaki kampanii.

środa, 5 września 2007

Światowa ulica

Nasza ulica Świętojańska w Gdyni to, można powiedzieć, ulica na której spotyka się osoby z pierwszych stron gazet. Nie, nie o tym panu L. tym razem, o którym wszyscy. Bo przecież stałymi bywalcami tej ulicy byli p. Kornatowski, p. Kaczmarek, a nawet p. Netzel i Krauze, też bywało, zachodzili. (piszę byli, bo pewnie teraz to nie mają czasu na przechadzki). Tak się jakoś zrobiło medialnie.