Wybory przeminęły, wygrał, kto wygrał. Na ulicy Świętojańskiej w Gdyni w zasadzie jakby wyborów nie było. Żadnych bilboardów, żadnych ulotek. Tylko jeden z kandydatów miał skromną, ale dość charakterystyczną reklamę. Można by ją określić jako propagandę okienną. Dwa przykłady prezentuję na poniższych zdjęciach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kampania wyborcza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kampania wyborcza. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 maja 2015
czwartek, 2 października 2014
Słupy na Świętojańskiej bez plakatów wyborczych
![]() |
| Tak to wyglądało w 2006 roku. Fot zakorkowany.blog.pl |
Urząd Miasta zakomunikował, że w czasie kampanii wyborczej do samorządów lokalnych, na ul. Świętojańskiej nie będzie można wieszać materiałów wyborczych na słupach, latarniach i innych urządzeniach oraz obiektach zlokalizowanych w pasie drogowym.
Zobaczymy jak długo kandydaci wytrzymają.
wtorek, 16 września 2014
Kult
Wiadomo, nikt nas tak nie pochwali, jak my sami. Gdynia ma szerokie grono wielbicieli. Uwielbiają to miasto ludzie z całej Polski jeszcze "od przedwojny", kiedy było chlubą, ideą i marzeniem.
Jak wszędzie w Polsce, niektórzy wielbiciele Gdyni czują się bardziej jej wielbicielami niż inni i lubią swoją "bardzość" wytykać tym, którzy w ich mniemaniu są tymi wielbicielami mniej. Myślę nawet, że oni uważają się za prawdziwych wielbicieli, w odróżnieniu od "pseudowielbicieli". Ale tak się nigdy wprost nie nazwą, wolą np. żeby mówić o nich jako tych, którzy widzą realne problemy miasta.
Prawdziwego wielbiciela Gdyni poznamy po dwóch zasadniczych cechach.
On lubi Gdynię taką, jaka jest. Jeżeli coś się zmienia, budynek stawiają, remont prowadzą, plany jakieś robią, to on tego nie chce. Zresztą, jak coś zburzą to też niedobrze. Bo wiadomo, że za tym kryje się jakaś afera, szkoda dla mieszkańców wyniknie, albo wręcz nastąpi koniec tego miasta. Skąd to wiadomo? A stąd, że przecież przez ostanie 25 lat nic dobrego tu się nie zdarzyło.
Gdyby 90 lat temu takich ludzi było tu więcej, to byśmy do dzisiaj sobie spokojnie w rybackiej wiosce mieszkali, a tak mamy to co mamy.
On lubi Gdynię taką, jaka jest. Jeżeli coś się zmienia, budynek stawiają, remont prowadzą, plany jakieś robią, to on tego nie chce. Zresztą, jak coś zburzą to też niedobrze. Bo wiadomo, że za tym kryje się jakaś afera, szkoda dla mieszkańców wyniknie, albo wręcz nastąpi koniec tego miasta. Skąd to wiadomo? A stąd, że przecież przez ostanie 25 lat nic dobrego tu się nie zdarzyło.
Gdyby 90 lat temu takich ludzi było tu więcej, to byśmy do dzisiaj sobie spokojnie w rybackiej wiosce mieszkali, a tak mamy to co mamy.
środa, 19 października 2011
Tęczowe barwy kampanii
Opadł pył bitewny kampanii wyborczej. Dzisiaj był ostatni termin zgłaszania zastrzeżeń do wyników wyborów. Więc i ja skorzystam z okazji.
Ulica Świętojańska w Gdyni, tradycyjnie już, samej kampanii praktycznie nie zaznała. Na słupach nie pojawiła się ani jedna tektura z podobizną kandydata.Gdzieniegdzie tylko witryna sklepowa ozdobiona była jakimś plakacikiem, ale skromnie. Nawet billboardu porządnego nie wywiesili. Za to w przecznicach i okolicznych uliczkach pełen luz. Za każdym rogiem straszył prosektoryjny uśmiech posłanki Arciszewskiej Mielewczyk (dowalili chłopaki photoshopa bez umiaru) albo przenikliwe spojrzenie obywatela Kozaka. Do dzisiaj to sprzątają.
Niestety, jak uczy mistrz, demokracja ma tę wadę, że każdy głupek ma takie samo prawo wyborcze jak profesor uniwersytetu, a głos menela spod monopolowego jest tyle samo wart co głos porządnego obywatela (byle obaj mieli dowody osobiste). No i efekty takie są jakie są. Trafiają się w wynikach różne kurioza.
Oto w gdyńskim okręgu został wybrany na posła Leszek Miller, arcykomuch, co tak lubi być wybierany, że nawet w niesławnej Samoobronie kandydował (paradoksalnie gdyby mu się udało zostałby sojusznikiem PiS). Kto na niego teraz głosował? I to w Gdyni, która umiłowanie swobody gospodarczej i otwarcia na świat ma zapisane w genach. Potomkowie chłopców z Chyloni, chłopców z Grabówka? Niepojęte.
Drugim ekstremum jest pan Biedroń, którego przedziwne gusta zaprowadziły do psiej budy (przykuł się do niej swego czasu). Jest to specjalista od bycia dyskryminowanym, o spojrzeniu miękkim jak narkotyki, które chce zalegalizować.
A jak już do tego dojdzie, to strach pomyśleć kogo jeszcze, po tych narkotykach, ludzie mogą wybrać.
A jak już do tego dojdzie, to strach pomyśleć kogo jeszcze, po tych narkotykach, ludzie mogą wybrać.
| Aleja Zwycięstwa podczas kampanii wyborczej różniła się od ul. Świętojańskiej. Zdjęcie pożyczyłem sobie z portalu Trojmiasto.pl |
środa, 7 lipca 2010
Dowcipna norma
Sytuacja wróciła do normy czyli mamy po kampanii.
Nie żeby ostatnia kampania wyborcza jakoś specjalnie zakłóciła życie na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Kampania to była mizerniutka, jeden billboard, jakieś pojedyncze plakaciki w oknach i wszystko.
Ale mam wrażenie, że ciąg wydarzeń: katastrofa pod Smoleńskiem - powodzie - kampania wyborcza, spowodowały swoiste narodowe osłupienie ze zgrozy. Standardowy Kowalski patrzył na to wszystko zbaraniałym wzrokiem myśląc, co to się jeszcze będzie w tym kraju wyrabiać. Maksimum tego stuporu przypadło na czas pokatastrofalnej i pogrzebowo-wawelskiej histerii.
I trzeba było kilku tygodni żeby ludzie jakoś odtajali, chociaż kampania wyborcza niebezpiecznie to podsycała.
Wybory zresztą pokazały jak silne było to otumanienie.
A teraz to już puściło całkiem, luz.
U Polaków powrót do zbiorowego zdrowia psychicznego poznaje się po dowcipie. Czy to wojna czy komuna, zawsze znajdowali dobry motyw do wiców.
Jak pojawiły się pierwsze żarty o katastrofie z 10 kwietnia, to odetchnąłem, nie jest tak źle. Potem usłyszałem coś o powodzi, a o wyborach to nawet prasa lokalna drukowała.
Starych kawałów powtarzać nie chcę, ale jak tylko usłyszę coś nowego o wybranym prezydencie nie omieszkam zacytować.
Nie żeby ostatnia kampania wyborcza jakoś specjalnie zakłóciła życie na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Kampania to była mizerniutka, jeden billboard, jakieś pojedyncze plakaciki w oknach i wszystko.
Ale mam wrażenie, że ciąg wydarzeń: katastrofa pod Smoleńskiem - powodzie - kampania wyborcza, spowodowały swoiste narodowe osłupienie ze zgrozy. Standardowy Kowalski patrzył na to wszystko zbaraniałym wzrokiem myśląc, co to się jeszcze będzie w tym kraju wyrabiać. Maksimum tego stuporu przypadło na czas pokatastrofalnej i pogrzebowo-wawelskiej histerii.
I trzeba było kilku tygodni żeby ludzie jakoś odtajali, chociaż kampania wyborcza niebezpiecznie to podsycała.
Wybory zresztą pokazały jak silne było to otumanienie.
A teraz to już puściło całkiem, luz.
U Polaków powrót do zbiorowego zdrowia psychicznego poznaje się po dowcipie. Czy to wojna czy komuna, zawsze znajdowali dobry motyw do wiców.
Jak pojawiły się pierwsze żarty o katastrofie z 10 kwietnia, to odetchnąłem, nie jest tak źle. Potem usłyszałem coś o powodzi, a o wyborach to nawet prasa lokalna drukowała.
Starych kawałów powtarzać nie chcę, ale jak tylko usłyszę coś nowego o wybranym prezydencie nie omieszkam zacytować.
środa, 9 czerwca 2010
Obrazki wyborcze
Kampania wyborcza w toku. Ulica Świętojańska w Gdyni nie może być od niej wolna.
Dobrotliwy wujcio wisi na budowie apartamentowca Transatlantyk. Tuż za północnym skrajem ulicy. No i dowiadujemy się co buduje. A ja myślałem, że tu buduje firma AB Inwestor.

Ten zasadniczy pan z zacięta buzią wisi na witrynie sklepu z porcelaną i fajansem. Informuje nas co jest najważniejsze. To na wypadek gdybyśmy pomyśleli, że w sklepie ważniejszy jest utarg, klient, towar albo coś równie mało podniosłego.

Dobrotliwy wujcio wisi na budowie apartamentowca Transatlantyk. Tuż za północnym skrajem ulicy. No i dowiadujemy się co buduje. A ja myślałem, że tu buduje firma AB Inwestor.
Ten zasadniczy pan z zacięta buzią wisi na witrynie sklepu z porcelaną i fajansem. Informuje nas co jest najważniejsze. To na wypadek gdybyśmy pomyśleli, że w sklepie ważniejszy jest utarg, klient, towar albo coś równie mało podniosłego.

czwartek, 6 maja 2010
Nowa wystawa na placu
Na placu przed kościołem NMP przy ul. Świętojańskiej w Gdyni pojawiła się nowa wystawa plenerowa. Poprzednia, z lipca ub. r., poświęcona była organizacji WiN. Ta pokazuje dzieje Solidarności Walczącej. Z pewnością interesujące dla wielu, nawet jeśli nie pasjonują się historią współczesną. Co ciekawsze kilkadziesiąt metrów w górę ulicy, przy pomniku Gdyńskich Harcerzy, zbierano podpisy pod kandydaturą Kornela Morawieckiego, jednego z twórców Solidarności Walczącej, organizacji zasłużonej w walce z komuną.
|
wtorek, 23 października 2007
Ostatni skauci
Tekst dotyczy jeszcze sytuacji z okolic kampanii wyborczej (zamknąłem go 22 października), która wczoraj się definitywnie skończyła, przynajmniej do następnych wyborów.
Przy stoliku z materiałami propagandowymi PiS siedział sobie człowiek, czytał książkę, a przy okazji zbierał podpisy przeciw zabudowie skwerku i przeniesieniu pomnika Gdyńskich Harcerzy.
Później widziałem tam jego bardziej zaangażowanego kolegę, który głośno namawiał: " A zechce pan podpisać, żeby nam tego pomnika nie zabierali stąd." Pomnik nota bene stał "za plecami stolika".
Cała historia bierze się stąd, że właściciel terenu (prywatny właściciel) chce na tym pięknym placu postawić coś dochodowego. Ale paru klientów chce na tym zbić kapitalik polityczny, na wzór awantury wokół pomnika jednego z dowódców Gryfa Pomorskiego. Przypomnę tam pomnik zawalał drogę prywatnemu właścicielowi posesji i nikt się nim nie interesował. I dopiero jak ów postanowił go przenieść zjawili się bojowo nastawieni "obrońcy" i zaczęły się zadymy.
No i tu jest podobnie, człowiek nie może korzystać ze swojej własności, bo kilku ćwików przyzwyczaiło się tam do pomnika.
Ja osobiście jestem przekonany, że harcerzom, i tym, którym obelisk ten jest poświęcony, i współczesnym, nic nie zaszkodzi, że będzie monument, nie za piękny zresztą, stał nieco dalej. Może nawet na uboczu.
Innym argumentem jest to, że zabudowa tego skwerku zepsuje widok na Kamienną Górę. nie wiem co pięknego w tych chaszczach i ciekawe, że na całej długości Świętojańskiej zasłonięcie widoku nie przeszkadza a tam przeszkadza.
Po prostu jest okazja do zadymy, to się ją robi. Tylko co im harcerze zawinili?
Przy stoliku z materiałami propagandowymi PiS siedział sobie człowiek, czytał książkę, a przy okazji zbierał podpisy przeciw zabudowie skwerku i przeniesieniu pomnika Gdyńskich Harcerzy.
Później widziałem tam jego bardziej zaangażowanego kolegę, który głośno namawiał: " A zechce pan podpisać, żeby nam tego pomnika nie zabierali stąd." Pomnik nota bene stał "za plecami stolika".
Cała historia bierze się stąd, że właściciel terenu (prywatny właściciel) chce na tym pięknym placu postawić coś dochodowego. Ale paru klientów chce na tym zbić kapitalik polityczny, na wzór awantury wokół pomnika jednego z dowódców Gryfa Pomorskiego. Przypomnę tam pomnik zawalał drogę prywatnemu właścicielowi posesji i nikt się nim nie interesował. I dopiero jak ów postanowił go przenieść zjawili się bojowo nastawieni "obrońcy" i zaczęły się zadymy.
No i tu jest podobnie, człowiek nie może korzystać ze swojej własności, bo kilku ćwików przyzwyczaiło się tam do pomnika.
Ja osobiście jestem przekonany, że harcerzom, i tym, którym obelisk ten jest poświęcony, i współczesnym, nic nie zaszkodzi, że będzie monument, nie za piękny zresztą, stał nieco dalej. Może nawet na uboczu.
Innym argumentem jest to, że zabudowa tego skwerku zepsuje widok na Kamienną Górę. nie wiem co pięknego w tych chaszczach i ciekawe, że na całej długości Świętojańskiej zasłonięcie widoku nie przeszkadza a tam przeszkadza.
Po prostu jest okazja do zadymy, to się ją robi. Tylko co im harcerze zawinili?
poniedziałek, 1 października 2007
Polonia w kampanii
Czekałem, czekałem i się doczekałem. Kampania. Na pierwszy ogień pojawili się agitatorzy od poseł Szczypińskiej, dawali ulotki, nie wziąłem(brrrr). Materiały PiS-u leżały porozrzucane w różnych miejscach ulicy Świętojańskiej w Gdyni. Np. na stolikach w przy knajpianych ogródkach. Nie brałem, bo ktoś by przyuważył i tłumacz się potem człowieku. Popierał, nie popierał, ale widziano go z materiałami w rękach.
Drugi akcent kampanijny to tzw. koziołek z plakatami i stolik z firmowym parasolem pod biurem posła Aziewicza. Ten parasol postawili pod arkadami, pewnie żeby się w deszczu nie zamoczył. Ci z PO też są zabawni, bo chwalą się że załatwili gdynianom wolne wejście na taras w budowanych Sea Towers. To rzeczywiście sukces, z nóg zwala.
Tylko czekać, aż się senator Arciszewska uaktywni się pod swoim biurem i zacznie w okolicach restauracji Polonia sypać antyniemiecki szaniec. A potem odjedzie własnym mercedesem.
Drugi akcent kampanijny to tzw. koziołek z plakatami i stolik z firmowym parasolem pod biurem posła Aziewicza. Ten parasol postawili pod arkadami, pewnie żeby się w deszczu nie zamoczył. Ci z PO też są zabawni, bo chwalą się że załatwili gdynianom wolne wejście na taras w budowanych Sea Towers. To rzeczywiście sukces, z nóg zwala.
Tylko czekać, aż się senator Arciszewska uaktywni się pod swoim biurem i zacznie w okolicach restauracji Polonia sypać antyniemiecki szaniec. A potem odjedzie własnym mercedesem.
czwartek, 20 września 2007
cisza przed kampanią
Jeśli idzie o wybory, to na naszej ulicy Świetojańskiej w Gdyni jeszcze spokój. Wcześniej chłopaki z PO rozdawali ulotki, ale to była nasza gdyńska sprawa, a raczej jej brak. Czekamy na pierwsze oznaki kampanii.
środa, 29 sierpnia 2007
Przerwa na reklamę
Dzisiaj mała ciekawostka fotograficzna. Lata mijają, przemiany gospodarcze zmieniają oblicze ulicy Świętojańskiej w Gdyni, a reklama PKO od dwudziestu lat wciąż poleca usługi dla ludności. Na dobrą sprawę nic nie straciła na aktualności, ROR to nadal "wygodna forma oszczędzania i gospodarowania dochodami", no może oprócz czeków, które mocno wyszły z powszechnej mody. Jak widać, na ścianie z reklamą przygotowana jest rama pod bilboard. Wybory za pasem, więc pewnie lada moment twarz kandydata zasłoni tę reklamową ramotkę, ale póki co podziwiajmy, mało już takich murali zostało. Zdaje się jeden jeszcze widać z kolejki SKM między Gdynią a Wzgórzem.


Subskrybuj:
Posty (Atom)
