Zastanawiam się skąd się to wzięło. Ktoś ubrał stojak na rowery w kolorowe skarpetki, a okoliczne drzewa w dziergane sweterki. Wystarczy u początku ul. Świętojańskiej wejść na plac Kaszubski żeby zobaczyć to dziwo. Wprost przed ponurym gmaszyskiem Szpitala Miejskiego. Mnie się spodobało, głównie z powodu kontrastu z szarym otoczeniem. I nie są to kolory haftu kaszubskiego, chociaż nazwa placu mogłaby to sugerować. Pozdrawiam nieznanego Ktosia, twórcę tej dekoracji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
środa, 31 lipca 2013
Zagadkowy patchwork
Zastanawiam się skąd się to wzięło. Ktoś ubrał stojak na rowery w kolorowe skarpetki, a okoliczne drzewa w dziergane sweterki. Wystarczy u początku ul. Świętojańskiej wejść na plac Kaszubski żeby zobaczyć to dziwo. Wprost przed ponurym gmaszyskiem Szpitala Miejskiego. Mnie się spodobało, głównie z powodu kontrastu z szarym otoczeniem. I nie są to kolory haftu kaszubskiego, chociaż nazwa placu mogłaby to sugerować. Pozdrawiam nieznanego Ktosia, twórcę tej dekoracji.piątek, 10 lipca 2009
Dramat w gdyńskim szpitalu
W Szpitalu Miejskim w Gdyni doszło do dramatycznego wydarzenia, o czym poinformowała prasa.
Jak napisał The Times Polska (dawniej Dziennik Bałtycki):
Jak napisał The Times Polska (dawniej Dziennik Bałtycki):
Całość tekstu tutaj.Ośmioletni Konrad z bólem gardła trafił do jedynego w Gdyni szpitala ratunkowego i tam zmarł. Prokuratura sprawdza okoliczności jego śmierci. (...)W piątek 8-letni Konrad Beister z Gdyni obudził się z bólem gardła. Kilkanaście godzin później już nie żył. Ojciec dziecka winą za śmierć syna obarcza gdyński Szpital Miejski, gdzie szukał dla niego pomocy.
Jedni obwiniają oszczędności na służbie zdrowia, drudzy sposób funkcjonowania służby zdrowia, ja nie podejmuję się komentować.
czwartek, 19 lutego 2009
Moja krew
Szpital Miejski w Gdyni ma do mnie pecha. Po pierwsze stoi w pobliżu ul. Świętojańskiej. To już jest dobrym powodem żeby się przyczepić. Do tego akurat zbiegły się dwie okoliczności: rząd przyjął program "Ratujemy polskie szpitale", który ma pomóc sprywatyzować i jakoś wyprowadzić na finansową prostą ten sektor lecznictwa, a ja wybrałem się z dzieckiem na badanie krwi do wspomnianego wyżej Szpitala Miejskiego.
Tu zaznaczę, że na badanie to udałem się "prywatnie", czyli krew pobrano i analizy wykonano za odpowiednią opłatą w gotówce. Ale zanim to nastąpiło godzinę błąkałem się z dzieckiem po całym szpitalu. Pięć osób udzielało mi różnych informacji i odsyłało z miejsca na miejsce. Wreszcie pewna pielęgniarka widząc moją desperację krew od dziecka pobrała i z pełną probówką wysłała do laboratorium.
Ja spocony i umordowany, dziecko ryczy, jacyś ludzie w białych kitlach snują się po korytarzach.
I pomyśleć, że sam za to wszystko zapłaciłem, raz składkami do NFZ, drugi raz w kasie szpitala. My, podatnicy, to mamy gest...
Proszę rządu kochanego, to nie szpitale trzeba ratować, tylko pacjentów!
Tu zaznaczę, że na badanie to udałem się "prywatnie", czyli krew pobrano i analizy wykonano za odpowiednią opłatą w gotówce. Ale zanim to nastąpiło godzinę błąkałem się z dzieckiem po całym szpitalu. Pięć osób udzielało mi różnych informacji i odsyłało z miejsca na miejsce. Wreszcie pewna pielęgniarka widząc moją desperację krew od dziecka pobrała i z pełną probówką wysłała do laboratorium.
Ja spocony i umordowany, dziecko ryczy, jacyś ludzie w białych kitlach snują się po korytarzach.
I pomyśleć, że sam za to wszystko zapłaciłem, raz składkami do NFZ, drugi raz w kasie szpitala. My, podatnicy, to mamy gest...
Proszę rządu kochanego, to nie szpitale trzeba ratować, tylko pacjentów!
wtorek, 9 grudnia 2008
Zdrowie malowane
Wygląda na to, że przygotowywana przez rządząca koalicję, reforma służby zdrowia wzięła po prezydenckim wecie w łeb.
Skąd ja tutaj o tym?
Ano jak szedłem sobie raz w górę ulicy Świętojańskiej w Gdyni, to pomyślałem, że mamy tu polską tzw. służbę zdrowia w przekroju.
U dołu, przy placu Kaszubskim Szpital Miejski z obłażącą z farby fasadą. Po środku, w bocznej ul. Obrońców Wybrzeża, Lekarska Spółdzielnia Pracy z archaiczną boazerią na ścianach. A na końcu prywatna przychodnia Evi-Med, gdzie wnętrze cieszy oko świeżością.
Pomiędzy nimi kilkadziesiąt gabinetów stomatologicznych, które prywatne są od zawsze i jakoś działają, standardem dostosowane do kieszeni klientów.
Głowa państwa jako wyraziciel woli ludu wybrał obdrapany szpital. Pewnie dlatego, że nigdy tam nie był.
Patrząc na łuszczącą się fasadę szpitala zastanawiam się ile to pieniędzy zmarnowano w utrzymywaniu takiej instytucji. Już nawet odliczając tę farbę, bo to przecież tylko sam wierzch sprawy. Wiadomo, swoich nie wydawali, tylko "państwowe".
Że powtórzę za znajomym ekonomistą:"Oddajcie mi te pieniądze, już ja się sam wyleczę".
Skąd ja tutaj o tym?
Ano jak szedłem sobie raz w górę ulicy Świętojańskiej w Gdyni, to pomyślałem, że mamy tu polską tzw. służbę zdrowia w przekroju.
U dołu, przy placu Kaszubskim Szpital Miejski z obłażącą z farby fasadą. Po środku, w bocznej ul. Obrońców Wybrzeża, Lekarska Spółdzielnia Pracy z archaiczną boazerią na ścianach. A na końcu prywatna przychodnia Evi-Med, gdzie wnętrze cieszy oko świeżością.
Pomiędzy nimi kilkadziesiąt gabinetów stomatologicznych, które prywatne są od zawsze i jakoś działają, standardem dostosowane do kieszeni klientów.
Głowa państwa jako wyraziciel woli ludu wybrał obdrapany szpital. Pewnie dlatego, że nigdy tam nie był.
Patrząc na łuszczącą się fasadę szpitala zastanawiam się ile to pieniędzy zmarnowano w utrzymywaniu takiej instytucji. Już nawet odliczając tę farbę, bo to przecież tylko sam wierzch sprawy. Wiadomo, swoich nie wydawali, tylko "państwowe".
Że powtórzę za znajomym ekonomistą:"Oddajcie mi te pieniądze, już ja się sam wyleczę".
czwartek, 24 kwietnia 2008
Powitanie zdrowotne
Niemal przy ul. Świętojańskiej w Gdyni, bo tuż za jej północnym skrajem przy placu Kaszubskim, stoi szpital.
Nie chcę rozpisywać się na temat kondycji tego przybytku ani całej służby zdrowia, brak tu miejsca i możliwości.
Tylko mała dygresja. Byłem tam ostatnio kilkakrotnie, jako gość na szczęście, a nie klient. Moją uwagę zwrócił jeden szczegół: Żaden lekarz do którego miałem sprawę, nie przedstawił się. Mimo, że ja za każdym razem wymieniałem swoje nazwisko, choćby po to, żeby wyjaśnić w czyim imieniu tam poszedłem. Ledwie odpowiadają na powitanie, dalej ani be ani me.
Nawet jakbym nie miał możliwości zapamiętać podanego nazwiska, no to jakoś tak łatwiej klientowi by było: "Dzień Dobry Kowalski jestem, miło mi Nowak, lekarz prowadzący" Jakoś tak bardziej profesjonalnie. A gdyby dał wizytówkę i do tego "w razie pytań proszę o telefon, jesteśmy do dyspozycji". No to byłoby coś.
Kiedy już jeden lekarz się przedstawił, to myślałem, że padnę z wrażenia. Okazało się wspólny znajomy poprosił go, żeby mnie znalazł i pomógł w miarę możliwości. Więc musieliśmy się jakoś zidentyfikować. Ale to, jak widać, tylko po znajomości.
Na koniec jeszcze jedno. Spróbujcie na pierwszy rzut oka odróżnić pielęgniarkę od lekarza. Kiedyś to było takie proste...
Nie chcę rozpisywać się na temat kondycji tego przybytku ani całej służby zdrowia, brak tu miejsca i możliwości.
Tylko mała dygresja. Byłem tam ostatnio kilkakrotnie, jako gość na szczęście, a nie klient. Moją uwagę zwrócił jeden szczegół: Żaden lekarz do którego miałem sprawę, nie przedstawił się. Mimo, że ja za każdym razem wymieniałem swoje nazwisko, choćby po to, żeby wyjaśnić w czyim imieniu tam poszedłem. Ledwie odpowiadają na powitanie, dalej ani be ani me.
Nawet jakbym nie miał możliwości zapamiętać podanego nazwiska, no to jakoś tak łatwiej klientowi by było: "Dzień Dobry Kowalski jestem, miło mi Nowak, lekarz prowadzący" Jakoś tak bardziej profesjonalnie. A gdyby dał wizytówkę i do tego "w razie pytań proszę o telefon, jesteśmy do dyspozycji". No to byłoby coś.
Kiedy już jeden lekarz się przedstawił, to myślałem, że padnę z wrażenia. Okazało się wspólny znajomy poprosił go, żeby mnie znalazł i pomógł w miarę możliwości. Więc musieliśmy się jakoś zidentyfikować. Ale to, jak widać, tylko po znajomości.
Na koniec jeszcze jedno. Spróbujcie na pierwszy rzut oka odróżnić pielęgniarkę od lekarza. Kiedyś to było takie proste...
Subskrybuj:
Posty (Atom)