Jak tylko w innym mieście znajdę ulice Świętojańską, to muszę ją uwiecznić (jakoś nie mogę się powstrzymać). A tu nawet jest skrzyżowanie ulic Świętojańskiej i Piłsudskiego. Tylko urzędu miasta brakuje. Urzędu nie było, ale kościół był.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzyżowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą skrzyżowanie. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
niedziela, 15 lipca 2012
Płot wokół skwerku
Wokół skweru, u zbiegu ulic Świętojańskiej i 10 Lutego,
pojawiło się ogrodzenie chroniące plac budowy nowego centrum
usługowo-rozrywkowego. Zniknął z naszych oczu pomnik Żeromskiego i budy z
frytkami. Plany budowy tego kompleksu ogłoszono w lutym, o czym skwapliwie donosiłem.
A teraz niech obrazy powiedzą więcej niż tysiąc słów.
wtorek, 14 lutego 2012
Kontenery na rogu
Kolejny odgrzewany kotlet, który czuję się w obowiązku zamieścić. Co ciekawsze oba spóźnione wpisy dotyczącego samego skrzyżowania ul. 10 Lutego i Świętojańskiej.
Lokalna prasa parę tygodni temu opublikowała projekty zagospodarowania skwerku na rogu ulic 10 Lutego i Świętojańskiej w Gdyni. Zacznę od szczerego wyznania, że nie do końca były to dla mnie doniesienia zrozumiałe.
Mają tam stanąć budowle z kontenerów. Ale niby jakie kontenery? Oczami wyobraźni widziałem baraczki stawiane na budowach.
Ale na zdjęciach wygląda to bardziej estetycznie. Coś jakby budyneczki ze szklanych klocków.
Ma tam też być coś nazwane Infobox. Jak rozumiem to takie miejsce, gdzie władze Gdyni będą się chwalić, co by też chciały mieć wybudowane i gdzie. Do tego jakieś atrakcje kulinarne i rozrywkowe. Jak nie zobaczę to nie uwierzę.
Czy to odmieni paskudne oblicze zaplecza skwerku u zbiegu tych dwóch ulic? Być może. Przynajmniej do czasu aż stanie tam porządna kamienica. Tylko nadal nie wiem, czy te kontenery to mogą stać tam długo?
Na Świętojańskiej biją
Doczekaliśmy się sytuacji, że na reprezentacyjnej ulicy miasta napadają i biją ludzi. Po dwóch na jednego, bladym świtem. Groza tym większa, że dzięki dokładnemu monitoringowi tej okolicy każdy sobie może tę masakrę obejrzeć na żywo. Zapisy z policyjnych kamer zostały przekazane do mediów.
Informacja ta podana przez prasę już dawno, ale inne obowiązki nie pozwoliły mi jej zamieścić na czas.
Cóż dodać po niewczasie? To kolejna wada demokracji, że każdy bandzior i cham może chodzić po tej samej ulicy co porządni ludzie. I tyle.
poniedziałek, 18 października 2010
Patrz na znaki
Dla dobrego samopoczucia mieszkańców, władze miasta są w stanie zrobić wiele.
Narzekali ludzie na skrzyżowanie ulic Derdowskiego i Żeromskiego. Że tam stłuczki, że trzeba światła postawić, albo coś, bo co chwile pracowników okolicznych biur od pracy odrywa pisk opon, brzdęk tłuczonego szkła i huk gniecionej blachy.
Początkowo władza twierdziła, że znak stopu wystarczy, żadne światła nie są potrzebne. Policja potwierdzała, wypadków tam wiele nie ma. Bo policja rejestruje te z ofiarami albo rannymi, ew. te do których ją wzywano. A takie uliczne stłuczki często kierowcy załatwiali między sobą bez powiadamiania władzy.
Minęło jednak pięć lat i coś tam do góry dotarło.
Postawiono na skrzyżowaniu sygnalizację świetlną.
Postawiono na skrzyżowaniu sygnalizację świetlną.
Tylko żeby nie było za łatwo, to mruga ona na pomarańczowo. Dodatkowo zamieniono podporządkowaną ulicę Derdowskiego w ulicę z pierwszeństwem, a nadrzędną Żeromskiego w podporządkowaną. Nie usunięto jednak oznakowania poziomego na jezdni i dodatkowo domalowano nowe (trójkąty "ustąp pierwszeństwa") na Żeromskiego. Efekt dostarcza niekłamanej rozrywki pracownikom okolicznych biurowców.
Kierowcy z Derdowskiego nadal z przyzwyczajenia ustępują pierwszeństwa, a ci z Żeromskiego widząc nowe znaki też ustępują pierwszeństwa. I tak sobie stoją, łypiąc na siebie, który się pierwszy odważy ruszyć. W końcu z prawej czy lewej, ktoś ostrożnie wyjedzie i się samochody pomalutku miną.
Skrzyżowanie to opuszcza się według zasady "kto się mniej boi ten pierwszy jedzie".
Skrzyżowanie to opuszcza się według zasady "kto się mniej boi ten pierwszy jedzie".
Ja miałem to szczęście, że widziałem, jak ze stojącego na Żeromskiego i ustępującego pierwszeństwa samochodu wysiadł kierowca. Machając rękami krzyczał : "Patrz na znak, patrz na znak!" do kierującego samochodem, który stał na prostopadłej ulicy Derdowskiego i jednocześnie jemu ustępował pierwszeństwa.
Reakcja kierowcy, którego pouczano była błyskawiczna. Z obłędem w oku zablokował wszystkie drzwi i kurczowo chwycił kierownicę. Jego mina mówiła jedno: nie ruszę się stąd dopóki ten wariat nie przestanie krzyczeń i nie odjedzie.
Zaczął się robić zator i o mało nie wezwano policji. W końcu zdesperowany krzykacz odjechał wymuszając pierwszeństwo, a klaksony zmusiły do ruchu przerażonego zawalidrogę.
środa, 21 kwietnia 2010
Na wysepkach absurdu
Tak nie daje mi spokoju nieporadność (to bardzo delikatne określenie) zaprojektowania tego miejsca.
poniedziałek, 16 lipca 2007
Guzik
Rozwiązać problem za naciśnięciem jednego guzika. To marzenie niejednego menedżera. Od tych ciągot nie jest wolna i ulica Świętojańska w Gdyni. Na jej początku, przy styku z placem Kaszubskim, stoją światła. Sygnalizatory te zmieniają się kiedy pieszy naciśnie guzik. Efekt jest taki, że o ile przechodząc przez Świętojańską piesi te guziki naciskają, bo ruch tam większy, to przekraczając boczne, Derdowskiego czy Starowiejską, notorycznie odpuszczają sobie. Bywa, że jakiś kierowca zatrąbi widząc pieszego na czerwonym i tyle. Ostatnio miałem okazję obserwować tam dwóch policjantów.
Tak sobie stali, jakby nigdy nic, za przejściem, przy wystawie obuwniczego. Jakby na kogoś czekali. Ludzie ich widzą, więc nikt nie przechodzi, a z wrażenia chyba też nikt nie nacisnął guzika. Więc cały czas świeciło się czerwone. Przed przejściem zaczął gęstnieć tłumek, a zielone się nie zapalało. W końcu jeden z funkcjonariuszy znudzony podszedł do słupka i guzik nacisnął. Zielone się zaświeciło, ludzie przeszli. Tak to czasem guzik wynika z najlepszych pomysłów.
Tak sobie stali, jakby nigdy nic, za przejściem, przy wystawie obuwniczego. Jakby na kogoś czekali. Ludzie ich widzą, więc nikt nie przechodzi, a z wrażenia chyba też nikt nie nacisnął guzika. Więc cały czas świeciło się czerwone. Przed przejściem zaczął gęstnieć tłumek, a zielone się nie zapalało. W końcu jeden z funkcjonariuszy znudzony podszedł do słupka i guzik nacisnął. Zielone się zaświeciło, ludzie przeszli. Tak to czasem guzik wynika z najlepszych pomysłów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



