Cała restauracja, od ręki albo po kawałku. Można też przejąć biznes, tak jak stoi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprzedaże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyprzedaże. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 lutego 2016
piątek, 26 czerwca 2015
Cena do ustalenia
niedziela, 26 października 2014
Żółte kalendarze
Mówią, że nic nie ma za darmo. Czasami za to trafia się coś gratis. Oto w nowo otwartym składzie z tanimi książkami rozdają tegoroczne kalendarze, jako gratisy właśnie, dla klientów. Dużego pożytku z takiego kalendarza nie będzie, ledwie na dwa miesiące wystarczy, ale może komuś się obrazki spodobają i sobie wytnie.
W miejscu, gdzie wspomniany skład księgarski się znajduje, wcześniej była wyprzedaż porcelany (przeniosła się obecnie na Grunwaldzką we Wrzeszczu), a jeszcze wcześniej bank Nordea, a tak całkiem w przeszłości sklep fotograficzny. Pamiętam, kupiłem sobie tam Zenitha. Właściwie dwa, jednego dla siebie, drugi poszedł na handel.
I na koniec kojarzący się cytacik:
Bez poszumu fal?
Czy znasz rzeki nurt,
Co nie płynie w dal?...
wtorek, 28 lutego 2012
Drobnym druczkiem
Dopiski drobną czcionką, gdzieś u dołu dokumentu, to domena wszelakiego rodzaju umów bankowych i kredytowych. Również różne oferty usług, czy towarów też nie są wolne od tego typu pułapek na nieuważnych. Jak klient podpisze a wcześniej nie dojrzy, to potem musi martwić się sam.
Może takie dodawanie czegoś mniejszymi literami staje się rodzajem stylu obowiązującego w ofertach? Po prostu umowa bez dopisku nie budzi zaufania. Nie dali żadnych gwiazdek, drobnego druczku? Nie ma haczyków widocznych na pierwszy rzut oka? Znaczy kombinują coś naprawdę grubego. A jak jest dopisek, to wszytko w normie, znaczy kręcą nie bardziej niż inni.
Do takie refleksji skłonił mnie duży napis na szybach jednego ze sklepów odzieżowych przy ulicy Świętojańskiej w Gdyni. Brzmiał on: "Wyprzedaż kolekcji". A niżej zdecydowanie mniejsza czcionką dopisano: "dotyczy kolekcji zimowej".
wtorek, 20 kwietnia 2010
Miss Świętojańskiej
Tę pełną uroku kompozycję odzieżowo-plastyczną pozwoliłem sobie ochrzcić "Miss ulicy Świętojańskiej".
![]() |
Znakomita alegoria tego co dzieje się na naszej ulicy. Narzekań na wysokie czynsze, wycofywania się eleganckich marek odzieżowych, przemijającego wdzięku tej ulicy.
Chociaż coraz trudniej jej być w centrum zainteresowania nadal potrafi zaskoczyć urodą i pomysłowością. Taka już jest ta nasza Świętojańska.
niedziela, 7 lutego 2010
Stopniowanie napięcia
Z początkiem roku rozpoczęły się wyprzedaże w sklepach odzieżowych. Oczywiście są to wyprzedaże wynikające raczej z sezonowej mody, a nie służące opróżnieniu magazynów przed nowym sezonem. Wypada robić "sale" zimą, bo wszyscy robią. Zaplecze magazynowe sklepów przy ulicy Świętojańskiej w Gdyni jest tak płytkie, że ledwie mieści się tam towar na bieżące potrzeby i to też nie w pełnym asortymencie. Więc nie ma co przewietrzać i opróżniać.Nie ma tam typowej dla normalnie rozwiniętego handlu nuty desperacji by pozbyć się zleżałego towaru za każdą cenę i odzyskać resztki zamrożonej gotówki. Opowieści o dziesięciokrotnych przecenach możemy raczej posłuchać w kawiarniach, od przybywających z zagranicznych wycieczek albo chociaż z podmiejskich centrów handlowych, niż zobaczyć tu na własne oczy.
No, ale moda zobowiązuje, więc sprzedawcy spełniają swój obowiązek informując o wyprzedażach klientów. A nuż się któryś złapie. Robią to na różne sposoby starając się w jakiś sposób zanęcić przechodniów. Stopniują więc napięcie, najpierw zawieszą kartkę "10 proc", potem "20" aż dojdą do "30 proc", a nawet 50.
Inni stosują taktykę zmasowanego ataku zarzucając klienta hasłem: "przecenaprzecenaprzecena... a jakby tego było mało, to na końcu doklejają jeszcze to do góry nogami.
Zauważyłem też działanie "na bombkę", czyli rzucamy na szybę losowo tu dziesięć procent, tam trzydzieści a w dolnym prawym rogu pięćdziesiąt, może w kogoś trafimy. Dopuszczalne są też formy kombinowane, trochę tego, trochę tamtego.



No, ale moda zobowiązuje, więc sprzedawcy spełniają swój obowiązek informując o wyprzedażach klientów. A nuż się któryś złapie. Robią to na różne sposoby starając się w jakiś sposób zanęcić przechodniów. Stopniują więc napięcie, najpierw zawieszą kartkę "10 proc", potem "20" aż dojdą do "30 proc", a nawet 50.
Inni stosują taktykę zmasowanego ataku zarzucając klienta hasłem: "przecenaprzecenaprzecena... a jakby tego było mało, to na końcu doklejają jeszcze to do góry nogami.
Zauważyłem też działanie "na bombkę", czyli rzucamy na szybę losowo tu dziesięć procent, tam trzydzieści a w dolnym prawym rogu pięćdziesiąt, może w kogoś trafimy. Dopuszczalne są też formy kombinowane, trochę tego, trochę tamtego.



środa, 10 września 2008
Super marka
Jest taki sklep obuwniczy przy naszej ulicy Świętojańskiej w Gdyni, który nie ma szyldu z nazwą, nie ma też napisu w stylu "buty" albo "obuwniczy". Nad wejściem wiszą po prostu dwie gołe świetlówki. Ma za to na witrynie umieszczone dwa wielkie, białe, pionowe napisy: WYPRZEDAŻ. I wszystko.
To wystarcza za markę, za asortyment, za reklamę. Jest WYPRZEDAŻ i nic dodawać nie trzeba. Jak to mówią koledzy od marketingu oto super brand naszych czasów. Czasów wyprzedaży i "smart shoppingu". Czasów konsumpcji.
Czy to źle? Nie, ja wcale tego nie potępiam, ja nawet chcę się załapać. Oby tylko było warto.
To wystarcza za markę, za asortyment, za reklamę. Jest WYPRZEDAŻ i nic dodawać nie trzeba. Jak to mówią koledzy od marketingu oto super brand naszych czasów. Czasów wyprzedaży i "smart shoppingu". Czasów konsumpcji.
Czy to źle? Nie, ja wcale tego nie potępiam, ja nawet chcę się załapać. Oby tylko było warto.
wtorek, 2 września 2008
A mnie jest szkoda lata...
Póki trwa, zaczynamy wierzyć, że nigdy się nie skończy. Że zawsze będzie ciepło a dni ciągle długie. Lato, bo o nim mowa, ma siłę przyzwyczajania do siebie, jak wszystko co dobre.
Nigdy nie ukrywałem, że nie cierpię upałów. Gdy temperatura przekracza 25 stopni Celsjusza mój organizm odmawia współpracy z otoczeniem. Ponieważ brakuje mi hartu nie praktykuję windserfingu ani siatkówki plażowej, a wylegiwanie się na piasku uważam od dzieciństwa za idiotyzm. Ale jednak lato jest wygodne, pomyślcie choćby o tym jak szybko można ubrać dzieci do wyjścia, wystarczy kapelusik od słońca, a jakie niskie są rachunki za ogrzewanie, itd.
A może po prostu żal, że to samo lato już nie wróci...
Niestety pojawiły się na ulicy Świętojańskiej w Gdyni pierwsze oznaki jesieni. I nie jest to listek przywiędły i blady.
Są to wyprzedaże posezonowe. Nie ma ich tyle co np. w jakiejś galerii handlowej, ale są i to wyraźne. Mnie osobiście spodobała się taka w jednym sklepie obuwniczym, tam każdą parę sprzedawali za 100 zł, dwie już za 180 zł, a trzy jeszcze taniej.
Stojąc w innym sklepie do kasy za kobietą, która za półmetrową stertę ciuchów płaciła 90 zł, pozwoliłem sobie w duchu na refleksję nad sensem posiadania tylu rzeczy, bo ileż człowiek może potrzebować koszul?
Nigdy nie ukrywałem, że nie cierpię upałów. Gdy temperatura przekracza 25 stopni Celsjusza mój organizm odmawia współpracy z otoczeniem. Ponieważ brakuje mi hartu nie praktykuję windserfingu ani siatkówki plażowej, a wylegiwanie się na piasku uważam od dzieciństwa za idiotyzm. Ale jednak lato jest wygodne, pomyślcie choćby o tym jak szybko można ubrać dzieci do wyjścia, wystarczy kapelusik od słońca, a jakie niskie są rachunki za ogrzewanie, itd.
A może po prostu żal, że to samo lato już nie wróci...
Niestety pojawiły się na ulicy Świętojańskiej w Gdyni pierwsze oznaki jesieni. I nie jest to listek przywiędły i blady.
Są to wyprzedaże posezonowe. Nie ma ich tyle co np. w jakiejś galerii handlowej, ale są i to wyraźne. Mnie osobiście spodobała się taka w jednym sklepie obuwniczym, tam każdą parę sprzedawali za 100 zł, dwie już za 180 zł, a trzy jeszcze taniej.
Stojąc w innym sklepie do kasy za kobietą, która za półmetrową stertę ciuchów płaciła 90 zł, pozwoliłem sobie w duchu na refleksję nad sensem posiadania tylu rzeczy, bo ileż człowiek może potrzebować koszul?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



