piątek, 18 maja 2012

Cudo na kółkach

Ciekawą samochodową samoróbkę zaobserwowałem na jednej z przecznic ulicy Świętojańskiej. Ciekawe z czego, to znaczy z jakiego samochodu, zrobiono to cudo.
Na oko VW Golf z dosztukowanym kufrem i udziwniona maską. Ale za fantazję piątka!

czwartek, 17 maja 2012

Groźny wypadek

 Groźny wypadek wydarzył się na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Ok godziny 9 14-letnie dziecko wbiegło wprost pod jadący samochód na wysokości posesji nr 139. Doznało ciężkich obrażeń. Ratownicy zdecydowali o konieczności przetransportowania ofiary do Szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.Halikopter lądował na dużym placu przy węźle im. Franciszki Cegielskiej.

niedziela, 6 maja 2012

Star kawowy

Szyld jest jak wpis na Twitterze. Maksimum treści przy minimum słów. Lubię szyldy, lubię je czytać, wyszukiwać szczególnie pomysłowe albo niezwykłe.
Pisałem zresztą o tym wielokrotnie.
Istnieją mody, trendy w szyldowym nazewnictwie, jak w potocznym języku, są słówka bardziej i mniej popularne. Np. kto dzisiaj mówi "klawo"?.
Obecnie np. co rusz pojawiają się nowe delikatesy. Mamy nawet delikatesy alkoholowe, a kolejne delikatesy spożywcze mają powstać opodal Urzędu Miasta. Nas gdynian z krwi i kości to nie zwiedzie. My już nigdy nie pójdziemy do "delikatesów na Świętojańskiej", bo takich jak były już nie będzie.
Czasami doszukuję się tych mód na wyrost. Np. słówko Star.
Jakiś czas temu pojawił się STARbucks.
 A teraz otwierają Star Cafe, coffee and bagels factory.
Zbieżność jest czy jej nie ma?
Może nie. Ale już widzę oczami wyobraźni na naszej ulicy "Fashion Star",  "Star but" i ciężarówkę STAR (to już rzadkość).

czwartek, 3 maja 2012

Sushi wraca

Jeśli chodzi o ryby to na ulicy Świętojańskiej w Gdyni posucha. Pisałem o tym już lata temu i nic się nie zmieniło. Może i byliśmy rybacka wioską, ale teraz jak kogoś spytać, gdzie tu można zjeść rybę, to zapytany najwyżej rozdziawi się niczym karp wyciągnięty z wanny.
Bar Captain Olsem splajtował, były jakieś tam zaczyny rybnej restauracji pod nazwą La Maree i też kaputt. Dawniej jeszcze mieliśmy podejście do tematu ryb pod postacią baru sushi (z marką Wilbo). Może mało to gdyńskie ale zawsze z ryby no i modne. Wtedy się nie udało, ale teraz jest powtórka i to dubeltowa. Po pięciu latach dwa nowe zakłady gastronomiczne chcą oferować miejscowym i przyjezdnym "śledzia po japońsku". Ten mniejszy, bliżej Urzędu Miasta, w lokalu po paskudnym gyrosie, już działa. Drugi, większy, obok Pomnika Harcerzy dopiero się zapowiada (w lokalu po sklepie spożywczym).
Załączone zdjęcie pożyczyłem z jednej agencji reklamowej. Dotyczy zupełnie innego lokalu, ale jest bardzo gdyńskie (w końcu trolejbus).

Z tym śledziem po japońsku, to taki żarcik. Nazywano tak zakąskę podawaną w dawnych lokalach oferujących "alkohol podajemy do konsumpcji". Było to śledziowe truchło podane z jajkiem na twardo i majonezem. Zawsze wymagało intensywnej dezynfekcji.

środa, 2 maja 2012

Flaga na maszt

Z okazji święta/świąt państwowych nie będę rozwodził się nad wspomnieniami z PRL-u. Dostatecznie obficie uczyniłem to w zeszłych latach. Polecam lekturę. Przy okazji wywieszania flagi na balkonie wrzucam więc mało wyraźne, ale za to świeże, zdjęcie ekipy, która robiła to na ulicznych słupach.

wtorek, 17 kwietnia 2012

Flaki na wierzchu

W tym roku nie brakuje nam aktywistów na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Najpierw ekolodzy z Greenpeacu, potem feministki twierdzące, że z braku aborcji nie mają pracy, a teraz wręcz przeciwnie.
Hardkorowo, jak mówi młodzież, zrobiło się na ulicy Świętojańskiej w Gdyni. Hardkorowo i krwawo. Nie ma tym razem mordobicia. Ale też walą na odlew. Obrazami po oczach. 
Na placu przed kościołem pojawiła się antyaborcyjna wystawa obrazkowa. Rozwieszone plakaty w sposób naturalistyczny, bez ograniczeń pokazują efekty zabiegów aborcyjnych. Poćwiartowane płody, zakrwawione embriony, pełna gama obrazów na poziomie filmów gore.
Pomijając całą dyskusje na temat aborcji, zastanawia mnie kogo bawią takie obrazy. Tak lubi się nimi napawać, że je powiększył do rozmiaru sklepowej witryny, przygotował do druku i wydrukował. Potem rozwieszał. Patrzył czy dobrze wiszą, poprawiał, trochę w lewo, trochę w górę i w końcu stwierdził: ładnie! Kto uważa je za na tyle interesujące, że wyeksponował je obok katolickiej szkoły i przedszkola, przy wizerunku papieża Jana Pawła II. A do zdjęć tych dołączył oblicze powszechnie znanego dyktatora A.Hitlera.
Wyobrażam sobie, że ten ktoś podczas wyczerpującej pracy nad wystawą robił sobie przerwę na kanapkę i kawę. Smacznego. Bo to przecież też kwestia smaku.
Można protestować przeciwko wojnie pokazując urwane bombami nogi, popalone ciała, albo walczyć z jedzeniem mięsa eksponując dyndające flaki. Ja nawet widziałem prelekcję nawołującą do mycia zębów, gdzie pokazywano pogniłe pieńki trzonowców w otworze gębowym jakiegoś biedaka. Można, ale ja jestem przekonany, że epatowanie krwią i latającymi wnętrznościami jest dobre w filmach klasy C, w sprawach poważnych się nie sprawdza.
 Chcą mnie straszyć, wzbudzić obrzydzenie? najpewniej wstrząsnąć. Ale ja czuję się zmieszany, nie wstrząśnięty. Skłoniło nie to do myślenia o czymś, o czym nie chciałem.. Myślenia nad tym, że kogoś podniecają takie widoczki. Do tego stopnia, że chce je pokazywać publicznie innym. Nic więcej.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Świętojańska kanapowa

Przebojem tego sezony wystawek w śródmieściu Gdyni nie były telewizory kineskopowe jak kilka lat temu. Chociaż zauważyłem jedno stanowisko, na którym spoczywały kompletnie porozbijane cztery sztuki takich aparatów. Już nie te czasy kiedy wszyscy rzucali się na proste odbiorniki LCD "HD ready". Teraz trzeba skończyć spłatę rat za nie i kombinować jak zdobyć lepszy, LED albo plazmę, do tego przystosowany do odbioru naziemnej telewizji cyfrowej. 
Więc zakup będzie rozważniejszy, już bez owczego pędu, bez kłucia sąsiadów w oczy wiszącym na ścianie ekranem albo chociaż wystawionym na schody kartonem. Fajnie, że te kartony robią o tyle większe od samych urządzeń, nie?
 Nie królowały też tej wiosny monitory komputerowe CRT,, które, w trop za ich telewizyjnym braćmi,  masowo wystawiano trzy lata temu. Wtedy naród chciał do Naszej Klasy, na Fotkę, do Facebooka. A nie wypada znajomym pokazywać zdjęć z wakacji na monitorze wielkim jak szafa. Musi być na płasko, na laptopie albo przynajmniej monitorze LCD. Monitorami i zestawami komputerowymi zastawione były wówczas chodniki jak Śródmieście długie i szerokie.
Zaś w tym roku ludzie pozbywali się mebli tapicerowanych. Kanapy, wersalki, fotele, szezlongi i amerykanki do wyboru, do koloru. Niektóre meble rozprute straszyły językami gąbki i zębami sprężyn. Może ktoś szukał w nich ukrytych dolarów albo rodzinnych precjozów. W końcu wielu uważa materac za najpewniejsze miejsce dla swoich oszczędności.
Te rupiecie wyraźnie pokazują, że obywatele przed swoimi płaskimi telewizorami chcą spocząć wygodnie. Wytarta i wysiedziana tapicerka ląduje na bruku. 
Ciekawe co kupują w zamian? Fotele z masażem czy zdrowotne leżanki z regulowanym oparciem? 
Światowo jest teraz nie tylko przed oczami, ale i pod... plecami.