Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moda. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 lipca 2016

Jacht klub lądowy

moda, gdynia, żeglarstwo, jachtWłaściwy sklep we właściwym mieście. Świętojańska przegrywająca na polu kupieckim z centrami handlowymi może znaleźć własną drogę w "niszowych ofertach". Czyli takich wyspecjalizowanych sklepach, które nie są nastawione na masowy obrót,  np. z modą inspirowaną żeglarstwem.

wtorek, 8 lipca 2014

Takie male, malusie

Jak to zobaczyłem, to mi się od razu przypomniały dwie piosenki: Taka mała (w wykonaniu Ewy Wiśniewskiej) i Bidusia (w interpretacji Magdy Zawadzkiej).
Bo takie są tycie te przecenki, mogłyby zaśpiewać "Bo ja jestem taka mala..."


środa, 2 października 2013

Szama bez hama

Bar 3Burger.
Pamiętacie zdumienie przy pierwszym zetknięciu z hamburgerem w McDonaldsie?
Pojęcie hamburgera było nam oczywiście znane już za komuny. Ba, nawet w różnych budkach produkowano i sprzedawano hamburgerowate wytwory, będące mutacją zapiekanek. Ale każdy wiedział, że prawdziwe hamburgery, hot-dogi i inne tego typu przysmaki to tylko na zachodzie, a nawet w Ameryce. Hamburgerowym edenem miały być właśnie te bary szybkiej obsługi, w których turystę z PRL było stać jedynie na toaletę, bo darmowa.
W końcu zachód przyszedł do nas, tęsknota za prawdziwym amerykańskim fast foodem miała się spełnić. I za nic mi były przestrogi bardziej bywałych znajomych. W wyobraźni widziałem danie, które swoim smakiem i obfitością miało przerosnąć wszystko, co podawano w bułce po tej stronie Łaby. A dalej sami domyślacie się co było.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Plażowicz

-Iiii ja pierdziu, zoba modela, na kompielówkach ydzie - młody, dziewczęcy głosik dotarł do moich uszu w ostatni słoneczny dzień na ulicy Świętojańskiej w Gdyni.
Sądząc po akcencie, turystka z okolic Grójca bądź Otwocka, mówiąc te słowa wskazała palcem kierunek koleżance wołającej:
-Poka, poka, gdzie?
Gdynia a w szczególności ulica Świętojańska obfituje latem w turystów i turystyczne atrakcje. Licząc na to, że właśnie trafia mi się jedna z nich, bacznie rozejrzałem się wokoło. I rzeczywiście od strony morza, z ulicy Armii Krajowej w ulicę Świętojańską skręcał spokojnym krokiem podtatusiały jegomość w samych kąpielówkach. Bose stopy stawał pewnie na gdyńskim trotuarze, z ciekawością rozglądał się po okolicy. Pchał wózek dziecięcy, w którym siedziało może roczne dziecię, w podobnym stroju plus kapelusik. Widać plażowicz, znudzony monotonią piasku i plusku fal, ruszył szukać nowych atrakcji. Aż zapuścił się w rejony bardziej cywilizowane, gdzie przykuwał spojrzenia zaskoczonych przechodniów i kierowców.
Wydarzenie to skłoniło mnie do krótkiej refleksji nt. granic dowolności stroju w miejscach publicznych. W wielu opisach życia przedwojennej Gdyni wspomina się o tym, że amatorzy morskich kąpieli udawali się na plażę w płaszczach kąpielowych. Sam się zastanawiałem kiedyś nad takim rozwiązaniem, które uwolniło by mnie od kłopotliwego przebierania mokrego stroju. Nie jestem pewien jednak czy nie wzbudziłbym podobnej sensacji.
Co uchodzi na plażowych alejkach, na ulicy wydaje się lekko nie na miejscu. Oczywiście Gdynia nie ma oficjalnego dress codu ulicznego, ale z drugiej strony nie ma też toplessu na plażach. Trzymamy się jakiejś statystycznej normy.
Plażowicz skręcił za kościołem w stronę morza, kiedy od strony Skweru Kościuszki nadeszła powabna panienka ubrana od pasa w górę tylko w skąpy strój do opalania (dół był w normie). No cóż, lato jest w tym roku kapryśne, ale jak już przygrzeje...

środa, 6 maja 2009

Perski targ

Inwencja biznesowa naszych kupców, mimo dwudziestu lat życia "na wolnym rynku" , jest wciąż bardzo płytka. Cały handel detaliczny wygląda jak gdyńska hala targowa, gdzie wszyscy sprzedają to samo. Zwłaszcza widać to w branży odzieżowej: te same marki, kroje, materiały. Sklep gdzie sprzedawano by towar oryginalny, inny niż u sąsiada trafić jest trudno. Albo znajdźcie księgarnie, w której byłyby inne ksiązki niż wszędzie.
Kończy się to tym, że cztery z pięciu identycznych sklepów padają wskutek konkurencji, a piąty dlatego, że klienci znudzili się oglądać wszędzie identyczny towar. Ale jak tylko zjawi się na rynku dostawca z nowym asortymentem, to znowu bierze go pięć sklepów jeden obok drugiego, bezmyślnie małpując od siebie, "bo skoro on tak, to może i mnie się uda"
Widać to nawet na ul. Świętojańskiej w Gdyni. Co jakiś czas przewalają się tu mody na pewne rodzaje sklepów, o czym pisałem już nie raz. Obecnie mamy modę perską (dla przypomnienia Persowie żyją w Iranie).
W ciągu kilku tygodni otworzyły tu swoje podwoje "Galeria mała Persja", "Galeria perskich dywanów" i jakiś taki niby sklep z antykami, ale zawalony różnymi bibelotami a'la rękodzieło z ojczyzny Ajatollaha. Zainteresowanie klientów nie za wielkie. Subiekt z "małej Persji" najczęściej pali przed wejściem papierosy.
Utrzyma się z tego może jeden sklep jak nie splajtują wszystkie. Wiadomo czynsze tu wysokie, a towar mocno specyficzny, raczej nie dla masowego odbiorcy.
Mijając te sklepy, podczas spaceru, pomyślałem, że chyba już kończą się kupcom pomysły.

czwartek, 29 stycznia 2009

Kiełki na fali

Wracając do modnych słówek to obowiązują one nie tylko w nazwach sklepów, ale także w nazwach towarów. Pamiętamy, że aby coś lepiej się sprzedawało, zależnie od czasów, musiało być: eksportowe, albo importowane, albo koszerne i do tego przyjazne dla powłoki ozonowej.
Tak na marginesie, czy ktoś wie co się stało z dziura ozonową? Wyszła z mody?
Dzisiaj wiele towarów jest ergonomicznych, ekologicznych bądź energooszczędnych. Co by to nie miało znaczyć, wszyscy wiemy, że lepiej jak takie są niż jak nie są.
Wszystko to przyszło mi do głowy, gdy zobaczyłem na półce sklepu piekarniczego (f-ma Szydłowski) chleb "wegetariański".

Przyznacie, że zastanawiające. Zawsze myślałem, że pieczywo traci swoją jarska naturę dopiero gdy posmaruje się je smalcem bądź inną omastą. A tymczasem jest jakiś chleb bardziej jarski od innych, bo wręcz wegetariański. Może nie jest testowany na zwierzętach? Albo do jego produkcji nie wykorzystywano biedaków z tzw. Trzeciego Świata?
No musiałem spytać ekspedientkę. Okazało się, że jest to chleb jak każdy inny, tylko, dodano do niego... kiełków jakiejś rośliny.
Kiedyś był chleb "jogging", żartowano z niego, że szybciej się po nim biega ... do toalety.