wtorek, 23 września 2008

Koszmar od zaplecza


Bardzo lubię pozwiedzać sobie czasem zaplecze ulicy Świętojańskiej w Gdyni. Jest tam wiele miejsc niezwykłych i magicznych. Niestety w erze domofonów i zamykanych bram coraz trudniej tam się dostać.
Gdzie te czasy, gdy podwórkami można było się przemieszczać niemal przez całe Śródmieście nie wychodząc w ogóle na ulicę?
Jest to problem wszystkich polskich miast, które grodzą się wewnątrz i niszczą w ten sposób swój naturalny obieg komunikacyjny. Bo komunikacja w mieście to nie tylko drogi czy torowiska, to również bardziej i mniej oficjalne trakty piesze, to jest to "jak się chodzi".
Ponoć w Warszawie ktoś urządził happening na ten temat. Grupki uczestników krążyły wokół ogrodzeń i wyły pod bramami. Ani mądre ani wesołe, ale pokazuje, że problem jest. Podejrzewam, że walki uliczne w czasie Powstania Warszawskiego byłyby jeszcze trudniejsze gdyby obecne zwyczaje panowały sześćdziesiąt kilka lat temu.
Wracając do naszej ulicy zajrzałem przypadkiem na podwórka w okolicach dawnego kina Warszawa. I odkryłem widok szokujący. Uwagę moją przykuło okno na ostatnim piętrze kamienicy(na zbliżeniu w prawym, górnym rogu). Jak widać pozorne bogactwo potrafi mieć i takie "tyły".

Przerażające, że można kawałek szacownej kamienicy doprowadzić do takiego stanu. Mówiąc szczerze żal mi się zrobiło sąsiadów tego strasznego okna i właściciela nieruchomości.

2 komentarze:

Marcin Kowalski pisze...

Prawdziwą kopalnią ciekawych podwórek jest centrum Łodzi, w której mam przyjemność bywać kilka razy w roku. Fascynujące są w szczególności dziedzińce wewnątrz starych, nieczynnych obecnie zakładów włókienniczych. Przewagą Łodzi nad Trójmiastem jest fakt, że tam władze zdają sobie sprawę z piękna i unikalności owych zakamarków i sukcesywnie poddają je renowacji jednak z zachowaniem ich niepowtarzalnej atmosfery. Pozdrawiam!

Bogusław_Pinkiewicz pisze...

No ba, pamiętajmy, że jednak historia Łodzi jest nieco dłuższa od gdyńskiej choć nieco podobna...